środa, 26 listopada 2014

Prolog

Myśleliście jak to jest zabić człowieka..? Ja już to wiem...
Jest to uczucie nie do opisania... Czujesz wtedy że żyjesz, że jesteś odważna. Masz wtedy cały świat w dupie. Życie to niekończąca się opowieść...Czasami ktoś może przyjść i zakończyć ją za ciebie. Opowieść mojego ojca musiała się skończyć...więc jej pomogłam, przyśpieszając śmierć. Ale los chciał, aby ktoś wszedł w tym momencie do domu. Chciał abym zgniła w więzieni, albo nawet w psychiatryku. Ale nikt nie zna prawdy, nikt nie wie dlaczego to zrobiłam, nikt... Sama do końca tego nie wiem...

Wszystko zaczęło się jakoś rok temu. Moja mama miała wypadek, zginęła na miejscu. Najgorzej przeżył to mój tata. Załamał się, zaczął pić, przychodził do domu pijany. Zawsze się zamykałam w pokoju, płakałam całymi nocami, płakałam zawsze...Jakoś miesiąc po owej tragedii, sięgnęłam pierwszy raz po żyletkę. Było to moją ucieczką od rzeczywistości, ucieczką od całego zła. Pewnego dnia wrócił całkiem pijany, byłam wtedy w kuchni, jadłam śniadanie. Podszedł do mnie i uderzył bez powodu. Potem zaczął mnie ciągnąć i szarpać za włosy. Powalił mnie na kolana, ściągnął spodnie i kazał mi go wsiąść do ust. Płakała, krzyczała i prosiłam aby przestał. Ale on wepchał mi go na chama. Płakałam jeszcze głośniej, nic to nie dawało. Było to ohydne, chciało mi się wymiotować. Nic, nic na niego nie działo. Gdy przestał, od razu pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, zaczęłam płakać, płakać jak małe dziecko. Sięgnęłam po żyletki, zrobiłam dużo nacięć, więcej niż zawsze, więcej niż kiedykolwiek. Nie czułam bólu, nie czułam nic, tylko strach, rozpacz i smutek.

Robił mi to codziennie, przez kilka miesięcy, dzień w dzień. Przez te dziesięć miesięcy płakałam jak nigdy, płakała ciągle. Przestałam chodzić do szkoły, zaczęłam pić, palić i od czasu do czasu zażywać narkotyki. Gdy byłam pod wpływem alkoholu lub narkotyków, mniej cierpiałam. Mniej myślałam że muszę znów przez to przejść. Że znów mi TO zrobi...

W połowie grudnia, dokładnie przed świętami, ukradłam pewnemu ćpunowi pistolet. Miałam cały plan ułożony w głowie, miałam zaplanowany każdy ruch. Chciałam go zabić...chciałam aby umierał powoli, tak żeby cierpiał, żeby czuł to co ja czułam codziennie. Przyczaiłam się w salonie, czekałam na jego powrót. Czekać długo nie musiałam, przyszedł dokładnie o osiemnastej. Wycelowałam w niego, ktoś wszedł, zamknęłam oczy i oddałam strzał. Gdy zobaczyłam że upadł, poczułam się wolna, wolna jak ptak.
Niestety nie na długo, osoba która widziała tą całą akcje, zadzwoniła na policja. Oni przyjechali, zakuli mnie w kajdanki. Gdy mnie wypytywali nawet nie zaprzeczałam. Powiedziałam im wszystko, całą moją historie...



3 komentarze: